|
Wspomnienia
Najpiękniejszym
darem
Jaki możesz dać drugiemu człowiekowi
Jest uśmiech!
M. Teresa z Kalkuty
Słońce dopiero wstawało.
Leniwie wynurzało się zza horyzontu, by kolejnego dnia dać nam trochę radości.
Nie zawsze udawało mu się przedrzeć przez kłęby chmur, które niejednokrotnie
zapowiadały deszczowy dzień. Byliśmy jednak cierpliwi. Gdy świeciło –
cieszyliśmy się z pięknego nieba, gdy padało – śpiewaliśmy :”to szczęśliwy
dzień, dziękuję Bogu za pogodę…”. Nie zawsze miałam ochotę wielbić Pana za
fakt, iż jestem cała mokra i z zimna nie mogę utrzymać różańca w ręku. Co to za
modlitwa, gdy myśli się tylko o zmianie mokrych skarpetek na suche i sandałów
na ciepłe kapcie. Wtedy uświadamiałam sobie, że może jest to właściwy moment,
by popracować trochę nad swoją pokorą, której tak bardzo wciąż mi brakuje.
Właśnie w tak pięknej, często nieprzewidywalnej aurze podążaliśmy do tronu
Mamy.
Tym razem wszystko było nowe. Każda sytuacja, w której znaleĽliśmy się, każdy
napotkany na trasie człowiek. Zaczynaliśmy jak to małe dziecko, które
dopiero uczy sięraczkować, a którego upadki są nieuchronne. Każdy dzień był
jedną wielką niewiadomą. Sami, wstając rano, nie byliśmy pewni czy będziemy
mieli wieczorem szansę na miskę z wodą i kawałek podłogi. Wiadomo, że zawsze
znajdą się tacy, którzy narzekają. Budująca była dla mnie jednak postawa
pątników, którzy wspominali „stare czasy”. Wtedy to pielgrzymi spali tylko w
stodołach, remizach, pod tak zwaną przysłowiową „chmurką” i nikt nie miał do
nikogo pretensji, bo przecież pielgrzymka powinna mieć charakter pokutny.
Obcowanie z tymi ludĽmi dało mi tak wiele! To od nich nauczyłam się, że
narzekanie nie jest najtrafniejszym sposobem na przeżycie tych jedenastu dni.
Jest ono jedynie obciążaniem siebie i bliĽniego. Jest po prostu zbędnym
ciężarem, który można łatwo i skutecznie wyeliminować. Tak też uczyniłam!
Każdego dnia budziłam się ze świadomością, że Mama jest już coraz bliżej. Myśl
ta napawała mnie radością i niesamowitym optymizmem. Z drugiej strony
przerażała mnie moja znieczulica. Nie potrafiłam dostrzec JEJ obecności. Było
tak wiele spraw, które trzeba było jeszcze dopełnić. Nie mogłam pozwolić sobie
na to, by razem z grupą przejść wszystkie etapy i w modlitwie zawierzać ludzi i
intencje jakie w sercu niosłam. Wiedziałam, że inni na mnie liczą i ufają, że
po dojściu na nocleg zastaną w miarę godziwe warunki. Trasę pokonywaliśmy po
raz pierwszy, więc przyznam, że zadanie nie należało do najłatwiejszych. Chwile
zwątpienia? Pewnie… towarzyszyły mi chyba każdego dnia. Zastanawiałam się czy
Pan Bóg nie pomylił się stawiając mnie właśnie na tym miejscu. Może powierzył
mi zadanie przeznaczone dla kogoś innego? A może to był taki Jego mały żart?
Zapewne patrząc na mnie z góry ma niezły ubaw. W mojej głowie były różne,
często cyniczne myśli. Ale ON wiedział co robi! Przesycił całą pielgrzymkę
godzinkami, różańcem, koronką i pewnie dzięki temu każdego dnia regenerowałam
swoje siły. Często jednak marzyłam o chwili, w której będę mogła zostać sam na
sam z Jezusem, by wszystko Mu oddać. „W Moich ranach uzdrowienie”. Chciałam
rzucić się w Jego ramiona! Tęskniłam za prawdziwą modlitwą. Taką cichą i
pokorną. Brakowało mi wyciszenia. Czasem moja hierarchia wartości spychała Pana
Boga na drugie miejsce. Mimo tego wszystkiego, mimo przedmiotowego traktowania
osoby samego Boga doznałam łaski. Był nią uśmiech! Tak, po prostu zwyczajne
ciepłe spojrzenie jakie mogłam ofiarować drugiemu człowiekowi. Przez ten cały
czas starałam się podnosić na duchu tych, którzy sił już nie mieli. A Pan Bóg…
Jest niesamowity! Znasz człowieka, który by tak wytrwale przy Tobie podążał?
Przecież tak bardzo Go raniłam każdego dnia. Rzeczywiście, nie zawsze miałam
okazje iść z Wami w tej wielkiej gorączce, gdy asfalt topił się pod nogami, a
człowiek słaniał się na nogach. Sercem i myślami byłam jednak przy Was. Jedyne
co mogłam Wam póĽniej ofiarować to właśnie uśmiech. Sama otrzymywałam go
każdego dnia i wiem jaką ma on siłę! Potrafi góry przenosić i sprawia, że życie
staje się piękniejsze! Dziękuję
Ania
brązowa
|